Szkielet na balu.

Ostatni post miał być jakimś przełomem. I w sumie jest. Spisałam listę swoich zasad życiowych. Ciągle dopisuje nowe, ale nie mogę żadnej skreślić. Kartkę tę noszę zawsze gdzieś przy sobie. Żyje mi się z nią jakoś łatwiej i lżej. Jedynymi osobami którym to pokazałam jest oczywiście moja kochana przyjaciółka, która wie o mnie najwięcej i mój luby, dzięki któremu spisałam te zasady. Lubię mieć tak wszystko poukładane i mieć się czego trzymać.

No bo raczej ja się nikogo nie słucham. Jakoś nie muszę. Z ojcem jest jak jest, czyli w ogóle. Mama musi mi go zastępować no i jeszcze pełnić swoje macierzyńskie obowiązki. Rodzeństwo, które mogłoby w skrajnych warunkach być moimi rodzicami, uważa mnie za jedynaczkę. Ale wiecie jaką, taką rozpuszczoną jak cukier w gorącej herbacie.

Denerwuje mnie to. Bardzo. Nie czuję, aby ktokolwiek stał w tym wszystkim po mojej stronie. Jesteśmy na balu, a ja stoję po środku sama i tańczę ze szkieletem. Nikt nie podejdzie i nie spyta czy może mnie odbić i czy mogę z nim zatańczyć. W sumie nie przeszkadza mi to.

Najgorsze jednak są te rodzinne spotkania.  Czasem po prostu z nich wychodzę do innego pokoju i idę spać. Ludzie nie mają nic do tego, że co każde święta, urodziny, imieniny i inne, źle się czuje. I dobrze.

Nonsens. Jestem jedyną osobą w rodzinie w tym nastoletnim wieku. Wszyscy mają jakieś tematy do rozmów, a ja tylko słucham o PRL-u, przedszkolach, pieluchach, bajkach i nowych grach na konsolę.

Za kilka lat na pewno znajdziemy jakieś wspólne temaciki. Może.

Reklamy
Status

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s