Tlen.

Nie ma co ukrywać, że czasami ucieczka to jedyna sensowna broń.

Ostatnio czuję jakbym nie miała czym oddychać. Tak jakby coś, co było dla mnie jak tlen nagle zniknęło. Może sama to pogrzebałam, ale najpierw zużyłam i wyrzuciłam do kosza. 

A może po prostu ja nie potrzebuję tlenu, aby oddychać. Może mi wystarczają tylko przelotne związki chemiczne, które wpływają do moich płuc przez usta zahaczając o serce i inne narządy.
Albo nie umiem oddychać. Oddycham chwilowo, za szybko, zbyt namiętnie i łatwo. Oczekuje od tlenu by był gazem szlachetnym. Nie potrafię. Nie umiem. Chce oddychać, ale robię to zbyt wulgarnie. Czuje, że poświęcam temu za dużo czasu i oddaję zbyt dużo siebie.

Czuje, że tlen się znudził, wkurwił, wykorzystał i chce iść do innego ciała. Tego smukłego, bez ran i zadrapania. Tego co da mu to co ja dać nie mogłam.

Zbyt smutne i popieprzone. Tlen się ulatnia, a ja nie umiem i już nie chce go łapać. Czuję, że muszę nauczyć się oddychać bez tlenu, związków i czegokolwiek innego. No i czekać… Czekać na ten tlen, który zaakceptuje moje płuca w 157%.

„Bo Twoje serce to ułamek, zawsze tworzy z kimś całość.”

Reklamy
Status

Jedna uwaga do wpisu “Tlen.

  1. Jeżeli przyjmujesz za dużo tlenu na raz to się hiperwentylujesz, a to jest rzecz szkodliwa. Spróbuj powdychać trochę dwutlenku węgla i spróbować z tlenem jeszcze raz, w mniejszych ilościach, na spokojnie. 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s