Kraków, naleśniki, depresja i wypalenie. Krwawa zima.

Ten tydzień był koszmarny. Zaczęło się dosyć spokojnie. Pierwsze proponowane oceny, trochę sprawdzianów. Nie najgorzej. W poniedziałek wysłałam mój pierwszy artykuł, który ukazał się w gazetce szkolnej we wtorek. Pomijając, że nikt tego nie czyta, to naczelnej się podobało. Mi w sumie też. Aborcja oczami licealistów jest dość łatwym, a jednocześnie trudnym tematem. Dałam radę. ​

W środę po lekcjach pojechaliśmy do Krakowa na spektakl „May Day 2” w teatrze Bagatela. Moim zdaniem mistrzostwo, ale porównanie mam tylko z naszymi wsiowo-miastowymi grupami teatralnymi. Niestety nie oglądałam pierwszej części, która zdaniem większości jest lepsza. Druga część jest tak jakby kontynuacją poprzedniej. Lekka komedia na zimne wieczory. Świetne aluzje, humorystyczne wstawki i nie przypadkowe przypadki. W czasie wolnym pozwiedzaliśmy trochę Kraków od strony gastronomicznej. W Mr.Pancakes zjedliśmy przepyszne naleśniki z Nutellą. Jako, że po zjedzeniu słodyczy następuje taki okres, że musisz coś jeszcze zjeść, aby wyrównać poziom czegoś tam, poszliśmy na pizze do Dominium. W domu byłam przed północą, a następnego dnia do szkoły. 

I nastał czwartek. Dlaczego. Już od rana wiedziałam, że to będzie the worst day in this year. Zaczął się wspaniale, ponieważ idąc do szkoły znalazłam 200 zł. Jednak potem było już tragicznie i myślę, że tamto było tylko po to, abym się nie pocięła z rozpaczy. W szkole pełno łamanych ocen, które muszę poprawić. Jakieś spiny nie wiadomo o co. Potem uciekł mi autobus, bo jeden nie pojechał przez warunki atmosferyczne. Bardzo zależało mi na czasie, ponieważ już godzinę po szkole miałam zbiórkę z zuchami, na której pomimo mojego złego samopoczucia i zmęczenia musiałam być. Eh poszłam coś zjeść. Chciałam coś smacznego. Dostałam jakąś smutną, suchą tortille z gównem. Dziękuję za to, że mam moją kochaną mamę, do której mogłam się wyryczeć. 

Dziś piątek. Nie poszłam na dwie pierwsze lekcje, więc się wyspałam. Najlepiej nie szłabym w ogóle, ale musiałam poprawić biolke. Dostałam opieprz, że nie jestem na studiach i nie mogę sobie wybierać na co będę chodzić, a na co nie. 

Wypaliłam się. Dostałam depresji. Chce święta i przerwę. Najlepiej wakacje. Nie mam siły i czasu na to wszystko. Dajcie mi radę jak żyć.
Dużo fajnych obraskuw, lepszych niż posty tutaj znajdziecie na fejsik‚u.

Reklamy
Kraków, naleśniki, depresja i wypalenie. Krwawa zima.

9 uwag do wpisu “Kraków, naleśniki, depresja i wypalenie. Krwawa zima.

  1. Żyj ze świadomością tego, że jeszcze 2 tygodnie chodzenia do pieprzonej szkoły, a potem święta, tak samo nudne, z wymyślanymi życzeniami na poczekaniu, ale jednak święta i wolne! Potem po przerwie tak z 1,5tygodnia chodzenia znowu do szkoły i ferie! Dasz radę, trzymam kciuki!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s