Zapierające dech „Płuca, (…)” | recenzja #2

W ostatni czwartek miałam okazję jako osoba tow. pójść na spektakl teatralny pt. „Płuca, czyli jak zrobić dziecko” według Duncana Macmillana w reżyserii Grzegorza Kempinsky’ego. Został on przygotowany przez Akademicki Teatr „Remont” w CKS Mrowisku w Gliwicach.

Idąc na prapremierę, spodziewałam się amatorszczyzny, jąkania się, przekręcania tekstu, bo w końcu osoby grające nie są z zawodu aktorami. Zaskoczyłam się i to bardzo. 

Jak wskazuje sam tytuł, głównym tematem przewodnim przedstawienia było robienie dzieci, ale nie pod względem tylko fizycznym, lecz bardziej psychologicznym. Bohaterowie zastanawiali się nad wszystkimi za i przeciw posiadania dzieci oraz samej ciąży. Jaki był finał? Jak dla mnie bardzo wzruszający, chwytający za serce i… zapierający dech w piersiach. Tak to jest z ludźmi, którzy płaczą na wiadomościach czy reklamach. Jednak nie chcę tu spoilerować, więc zapraszam Was na spektakl jutro do Gliwic (wydarzenie jest na Facebooku).

Aktorzy bardzo dobrze wczuli się w rolę, miałam wrażenie, że były one dopasowane do ich życia osobistego. Rekwizyty oraz kostiumy były ograniczone do minimum, np. niektóre przedmioty były tworzone z samym aktorów (przypominacie sobie mema z chłopcem grającym w przedstawieniu trawę?). Lecz każdy miał tutaj swój udział, możnaby powiedzieć, że każdy z aktorów taki sam.

Bardzo podobało mi się również podejście samego reżysera, który na samym początku przedstawił koncept tego wydarzenia. „Spektakl ma być odebrany humorystycznie, więc chciałbym prosić państwa, abyście czasami się zaśmiali i w ten sposób wsparli aktorów.” 

W pigułce: humorystyczne, wzruszające i zmuszające do przemyśleć dzieło sztuki.

Zapierające dech „Płuca, (…)” | recenzja #2

Jedni – skazani na bluesa, ja – skazana na idiotów.

O moich przygodach w komunikacji miejskiej pisałam już nieraz. Jeżdżę nią średnio od siódmego miesiąca życia, więc dużo już widziałam i słyszałam. Czasem mam wrażenie, że jestem skazana na idiotów, ponieważ przynajmniej raz w tygodniu muszę spotkać kogoś dość specyficznego. Swój do swego ciągnie, lub przeciwieństwa się przyciągają.

Wsiadam sobie dziś rano do autobusu. Smród jak zawsze, ale na szczęście kilka wolnych miejsc. Siadam i zauważam jakąś dziwną atmosferę. Patrzę, a przede babka w wieku około 60 lat. Upał jak nigdy, a ta w grubym swetrze, kapeluszu, bluzce, getrach, obładowane palce i szyja biżuterią. A gdzie jej buty? A nie ma. Zamiast tego ma zdarte na piętach rajtuzy. Gada do kogoś obok, ale tam nikogo nie ma. Jakaś taka śmierdząca i powykrzywiana. Na szczęście się do mnie, ani do nikogo nie przyczepiła.

Wczoraj. Jadę na zbiórkę. Wsiada jakiś kibol ze swoją lubą Dżessiką i kochanym Brajankiem pod śmierdzącą i przepoconą pachą. Wykrzykują na cały autobus swoje problemy, że nie mają hajsiku, że Dżessi chce iść do kosmetyczki, że Brajanek potrzebuje nowych ciuszków. Ucisz ich ktoś, proszę.

Tydzień temu. Tym razem pociąg regionalny. Po drugiej stronie wagonu siedzi jakiś Janusz imprez wiejskich, hanys, bo jestem na Śląsku. Włosy na żelik, łańcuszek na szyi i czarne oksy z lat 80-tych. Rozprawia ze swoją przyjaciółką, że został zdradzony. „Tylko wiesz Iga, ta rozmowa ma zostać między nami”. Między nimi i całym wagonem ludzi.

Każdy raz, gdy wracam od mojego chłopaka. Zawsze naprzeciwko mnie musi usiąść jakiś pedał. Do homoseksualistów nic nie mam, ale do pedałów już tak. Pomalowane paznokcie, ajfon, najnowsze buciki i jakiś szaliczek pod szyją. Przy takich osobach czuję się tak bardzo męska, że mogłabym ich… Nie, nie.

Naprawdę nie wiem czy to szczęście trafiać na takie osoby, bo w końcu nigdy się nie nudzę, ale może to wskazówka, żeby po tylu latach przerzucić się na inny środek transportu?

Jedni – skazani na bluesa, ja – skazana na idiotów.

art is a way of my life

​”człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą”

Trochę dawno temu, bo w baroku wymyślił to sobie Blaise Pascal. Mówił również, że życie to kupa, mamy rozum, który nie umie udzielić nam odpowiedzi na najważniejsze pytania, a celem naszego życia jest poznanie jego celu, czyli śmierci. Oprócz tego musimy wierzyć, bo tylko wiara może dać nam zbawienie. Na pewno w liceum słyszeliście o zakładzie Pascala z Bogiem, a jak nie to sobie poczytajcie, bo to bardzo mądre.

Więc po co szukać​ odpowiedzi kim się jestem, skoro i tak umrę? Nie wiem, ale moim zdaniem jak już się żyje, to trzeba to zrobić tak, aby przed śmiercią powiedzieć sobie: „kurcze, fajnie było, nie żałuję niczego, mogę umierać”. I niekoniecznie trzeba wierzyć, aby być szczęśliwym.
Jednym z celi naszej podróży zwanej życiem jest poznanie siebie, poszukiwanie osobistości. Zaczynamy już w przedszkolu, albo i nawet, gdy jesteśmy małym płodem. Wątpimy, czyli myślimy. Poszukujemy. Zadajemy pytania. Czujemy. Chcemy więcej lub mniej, szybciej lub wolniej, mocno lub silnie. Chcemy żyć. Przynajmniej na początku, gdy jesteśmy dziećmi i świat wokół jest taki prosty, barwny i szczęśliwy. {nawet, gdy nie mamy rodziców, żyjemy w patologii, to jako dzieci myślimy, że tak jest dobrze, tak musi być i to jest dobre. bo nie rozumiemy}

Też sobie szukam i po kilkunastu latach, gdzie moi znajomi określają się „humanistami”, „ścisłowcami”, „lingwistykami”, „artystami*, ja śmiało mogę powiedzieć, że jestem zwykłą mną. Nie lubię nic tak bardzo, aby nazywać się kimś. Mam pewne uwarunkowania, które rozwijam w swoim tempie, ale wciąż nie jest to nic na tyle poważnego, abym mogła określić się mianem xyz.

Kiedyś pytając mamy: „kim jestem?” powiedziała, że jestem artystką. (Chyba tą że spalonego teatru – dodałam od razu przypominając sobie jak mówił o mnie dziadek, gdy mała chodziłam wymalowana w strojach mamy i siostry.

Czytając o takiej Marilyn Monroe, jej cytaty, książki na jej temat, coraz bardziej się z nią utożsamiam. Nie pod względem seksapilu, ale charakteru. Mam tylko nadzieję, że mój koniec będzie inny niż jej.

Do tej pory odkryłam, że jestem w pewien sposób artystką. Pff wiem to od podstawówki, jednak w tych czasach, przy tych social mediach lepiej być nikim, niż kochać sztukę. Ale to jest moja droga i chyba pójdę nią wciąż bujając w chmurach.


Chociaż kurcze blaszka. Ale bycie artystą nie pasuje do mojego beztalencia. A może właśnie ono jest wyrazem mojej sztuki? Albo po prostu! Jak jesteś nikim i nic ci się nie chce nazwij się artystą i już będziesz kim!

– jesteś idiotą?
-nie, marzycielem i artystą

-czyli nikim.

pisane w łazience po pierwszej w nocy, gdy do przygotowania został referacik.

art is a way of my life

„Chodzę do galerii, aby wiedzieć co jest modne i tego nie nosić”, czyli 67 rzeczy, których nie lubię.

Pomysł na post narodził się, gdy wracałam w piątek ze szkoły. W sumie nawet do niej nie doszłam, ale przynajmniej próbowałam. Wstałam, poczułam, że coś mnie bierze, bo bolał mnie każdy mięsień, miałam katar i bolała mnie głowa i gardło. Jednak sprawdzian sam się nie napisze, a miałam mieć tylko 4 godziny. Spóźniona wyszłam na autobus, nie zdążyłam na przesiadkę, pojechałam gdzieś skąd nie miałam jak się dostać do szkoły. Poszłam po sałatke i batonika do Żabki, zmokłam, przewiało mnie i wróciłam do domu. 


Teraz po przydługim wstępie wracam do tematu. A więc…

Nie lubię:

  1. Gdy pada deszcz.
  2. Gdy jest zimno.
  3. Ludzi, którzy mnie nie lubią.
  4. Ludzi, którzy się nie myją.
  5. Ludzi, którzy kłamią i oszukują.
  6. Ludzi, którzy oceniają innych.
  7. Ludzi, którzy są chamscy i myślą, że fajni.
  8. Ludzi, którzy nie umieją być szczerzy.
  9. Frajerów.
  10. Kalafiora.
  11. Wątróbki.
  12. Wnętrzności.
  13. Przepraszania.
  14. Meneli, którzy mnie podrywają.
  15. Meneli, którzy wywołują bujki na przystankach.
  16. Meneli.
  17. Śmierdzących autobusów.
  18. Niszczenia książek.
  19. Niszczenia ładnych miejsc.
  20. Liczby 17.
  21. Szukania dziury w całym.
  22. Tłumów.
  23. Dużych miast.
  24. Chłodnych wieczorów.
  25. Instagramowych dziwek.
  26. Gdy ktoś się mocno maluje.
  27. Punków.
  28. Tabalugi.
  29. Róż.
  30. Krzyczenia.
  31. Głośnych ludzi.
  32. Wojen.
  33. Polityki.
  34. Anarchii.
  35. Samozachwytu.
  36. Wyśmiewania się.
  37. Hejtowania.
  38. Satanistów.
  39. Nie bycia odpowiedzialnym za siebie i swoje czyny.
  40. Gdy ktoś jest nieogarnięty.
  41. Alkoholizmu.
  42. Narkomanii.
  43. Braku kultury.
  44. Przeklinania.
  45. Fastfoodów z budek.
  46. Kebabów.
  47. Bycia mało ambitnym.
  48. Gdy, ktoś jest nudny.
  49. Popełniania błędów.
  50. Spędzać dużo czasu w internecie.
  51. Gdy ktoś nie jest sobą.
  52. Białych wnętrz.
  53. Blondynów z brązowymi oczami.
  54. Książek o tematyce fantastycznej.
  55. Być na czasie.
  56. Modnie się ubierać.
  57. Pośredności.
  58. Gdy chłopcy są zbyt śmiali.
  59. Wulgarności.
  60. Przechwalania się.
  61. Gdy ktoś mnie nie słucha.
  62. Gdy ktoś nie liczy się z moim zdaniem.
  63. Stereotypów.
  64. Wódki.
  65. Alergii.
  66. Spędzania dużej ilości czasu w domu.
  67. Pozerstwa.

    Ja Was tylko tutaj z tym zostawię.

    „Chodzę do galerii, aby wiedzieć co jest modne i tego nie nosić”, czyli 67 rzeczy, których nie lubię.

    „Jestem wege I słucham reggae”, czyli 13 faktów abołt mi.

    Kiedyś w blogowaniu każdego blogera (human bardzo, stylistyka bardzo) nadchodzi taki czas, kiedy musi pokazać siebie bardziej dosłownie, niż w zwykłych alegoriach i metaforach. Tak serio ludzie piszą takie posty, gdy nie mają pomysłu, aby napisać cokolwiek. Jednak ja mam w zapasie kilka postów, które ukażą się niebawem. Są one jednak dosyć poważne, więc teraz przydałaby się jakaś luźna wstawka i o to ona jest!

    Kilkanaście trochę istotnych lub trochę mniej faktów abołt mi.

    1. W zeszłym roku byłam przez 4 miesiące wegetarianką. Chociaż za taką się uważałam, i tak jadłam zupy na mięsie i zdarzyło mi się spaghetti. Czułam się lepiej niż normalnie i miałam na wszystko energię. Różnicę poczułam tylko w tym, że częściej miałam skurcze i miałam nieregularny okres. Moja dieta skończyła się, gdy Pan w knajpce sprzedał mi dwa szaszłyki w cenie jednego i dorzucił kiełbasę. 
    2. Słucham głównie muzyki, która nie podoba się większości znajomym. Wynika to z tego, że nie mam za grosz słuchu muzycznego. I tak o to uwielbiam grunge(Nirvana, Pearl Jam), rock (RHCP,The Offspring), metal (Iron Maiden).
    3. Nie lubię mówić o moich związkach, rodzinie i życiu prywatnym publicznie, ponieważ jest to dla mnie zbyt osobiste i nie widzę sensu, aby się tym chwalić na prawo i lewo. Aczkolwiek mam najlepszą rodzinę na świecie i bardzo kochanego chłopaka. Tyle starczy.
    4. Nie lubię dostawać róż. Wolę polne kwiaty lub takie skromne, urocze.
    5. Poszukuję klimatycznych miejsc na Śląsku, np. opuszczone fabryki, muzea, młodzieżowe knajpki itd. Jeśli takie znacie to dajcie znać!
    6. Lubię herbatę, ale taką bardziej wyrafiwoną niż Saga z Biedry. Polecam serdecznie Teorię w Katowicach, gdzie można wypić (chyba) każdy rodzaj herbaty. Właścicielem miejscówki jest osoba, która bardzo dobrze się na tym zna i umie doradzić idealny napój na spędzenie wieczoru w dość klimatycznym, przygaszonym świetle katowickiego zachodu słońca.
    7. Planuję zostać psychologiem o specjalizacji seksuolog. Nie dlatego, że chcę pomagać ludziom, ponieważ jestem w tym słaba, a dlatego, że bardzo interesuje mnie człowiek i mechanizmy jakie nim kierują.
    8. W szkole nie lubię fizyki, historii i angielskiego. Poza szkolnymi lekcjami lubię te przedmioty, a nawet bardzo mnie fascynują, ale i tak zawsze mam z nich najsłabsze oceny. Każdy ma jakąś Piętę Achillesa.
    9. Ulubione przedmioty to zdecydowanie polski, chemia, biologia i matematyka. Na humanie jestem głównie dlatego, że idę na takie, a nie inne studia. Przez całe gimnazjum planowałam iść na biol-chema.
    10. Moje hobby to malowanie i przeszywanie ubrań, robienie na drutach, robienie zdjęć, podróżowanie (bardziej takie wędrowanie i odkrywanie), chodzenie po górach, prowadzenie tego o to bloga, czytanie książek, słuchanie muzyki i oglądanie seriali i filmów. Najbardziej spełniona byłabym robiąc to wszystko naraz. 
    11. Moimi życiowymi celami są napisanie książki, zrobienie wywiadu z kimś sławnym, kupienie własnego mieszkania, założenie rodziny, zdobycie Korony Polskich Gór oraz pojechanie do Kanady.
    12. Moją pechową liczbą jest 17.
    13. Bardzo lubię pracę z dziećmi, dlatego w harcerstwie jestem zucholką. Uwielbiam w dzieciach to, że nawet, gdy mam bardzo zły humor lub jestem smutna, ich energia sprawia, że od razu poprawiają mi samopoczucie. Gdy nie wyjdzie mi w życiu (moja plany i marzenia się nie spełnią) chcę zostać opiekunką lub pójdę na pedagogikę i zostanę przedszkolanką.

    Ufgh. Jak zawsze musiałam się rozpisać. Tytułu posta nie bierzcie dosłownie, po prostu lubię ten cytat i z pewnych względów mam do niego sentyment. Do następnego!

    „Jestem wege I słucham reggae”, czyli 13 faktów abołt mi.

    {bardzo długi tytuł}Święta, święta i po świętach, czyli „Ale proszę pani, ja nikogo nie zaczepiam!”, krótkie włosy i „gdzie dwóch się bije, tam we trzy kije”.

    Święta, święta i po świętach. W końcu! Tegoroczne minęły całkiem normalnie, ale na szczęście szybciej niż inne. Dziś, gdy inni muszą wrócić do pracy, ja jeszcze mam wolne. 

    Wtorek, godz, 14:44, przystanek. Idę sobie spokojnie na autobus. Najpierw pojadę do fryzjera obciąć włosy, a potem spotkać się ze znajomymi. Pada śnieg, jestem w kurtce zimowej, a innym chyba jakoś tak ciepło i letnio. Dochodzę na przystanek. Czuję na sobie wzrok jakiejś kobiety. Sprawdzam rozkład, jeszcze 10 minut do autobusu, znowu jestem za wcześnie. 

    No i się zaczyna. Najpierw jakaś gadka-szmatka o pierwszym śniegu, że zima nadchodzi. Staram się jej unikać i tylko przytakuje. Po kilku minatch robi się poważniej, bo siada blisko mnie. Zaczyna się monolog.

    Ale proszę pani ja nikogo nie zaczepiam! Dziś w pracy, w ośrodku mi powiedzieli, że ja ludzi na przystankach zaczepiam! Nakablowały na mnie te małpy, koleżanki z pracy, ale ja nikogo nie zaczepiam! Proszę pani! Ja już nie mogę, bo mnie z pracy wyrzucą. Szczególnie mężczyzn już nie mogę zaczepiać!”

    Na szczęście przyjechał autobus, a ja siadłam jak najdalej od niej. Jednak i tak słyszałam jak (nie)zaczepia jakiś facetów. Widać było, że jest trochę nieteges, ale w moim życiu już wiele takich osób spotkałam. Najlepszym z nich jest Pan Janusz, który ponoć ma na imię Jasiu. Zawsze, gdy mnie widzi, pyta się czy mam 2 złote, że jeden taka ładna i że na naszej wsi dziewczyny są najładniejsze. Czasem też spyta o ogień i fajki, których nigdy nie mam.

    Potem już było spokojniej. Poszłam do fryzjera i spełniłam jedno z marzeń -ścięłam włosy. Jeszcze przed tym dostalam mnóstwo pytań typu: „czy Ci nie szkoda takich pięknych włosów ścinać?!”. Nie szkoda. Innym się może nie podobać, ale będą musieli to zaakceptować.

    Wtorkowy wieczór spędziłam z przyjaciółmi. Trochę się za nimi stęskniłam, więc chyba miło było się spotkać. Tylko przez ten cholerny śnieg nie mogliśmy, a w sumie nie chcieliśmy pospacerować, a więc siedzieliśmy w naszej ulubionej knajpce. ” Gdyby kózka nie skakała, to by Bóg nie miał śniegu”. Tak., ja też tego nie rozumiem, tak samo jak: gdzie dwóch się bije, tam we trzy kije”.

    Miłego wracania do szkoły! 💊💉🌛

    Informacja o stanie

    Kiedyś to było.

    Właściwie pisząc tytuł tego posta czuję się dzieckiem lat 90′{co z tego, że jest przed drugą w nocu?}. Lecz tak naprawdę nigdy nie poczuje jak to jest nim być , nie mówiąc już o doznaniu fizycznych. W sumie może być to możliwe, jeśli jakiś mądry człowiek wymyśli (w końcu!) wehikuł czasu. Pozostają mi tylko wyimaginowane domysły, poszukiwania i marzenia.

    Już od dawna chciałam zrobić post typu: ” 5 powodów, dla których kocham lata 90′”. Jednak mi się to nie udało, ponieważ tak naprawdę nie wiem co jest takiego w akurat tej dekadzie. Niektórzy z Was mogą twierdzić, że podążam za modą, ponieważ „dzieci lat 90-tych” są teraz na czasie. Mam nadzieję, że znajdą się stali czytelnicy, którzy zauważyli, że nienawidzę podążać za tym, co modne.

    Myślę, że duży wpływ na to miało moje rodzeństwo, starsze ode mnie o ponad 12 lat. Gdy byłam mała dużo czasu z nimi przebywałam, zawsze fascynowała mnie muzyka jakiej słuchali, ubrania, Woodstocki i ich okres bycia nastolatkami. To musiało samo prędzej, czy później przyjść.

    Co mnie inspiruje w latach 90′? 

    1. Moda. Dżinsy typu ‚dzwony’,  bluzki z odkrytym brzuchem, styl grunge, elementy kwiatowe, wianki na głowie. Powoli mój styl zmierza w tym kierunku, a moja siostra, gdy ostatnio mnie zobaczyła powiedziała, że „wyglądam jakbym wyszła sprzed 20-stu lat”.

    2. Muzyka. Festiwale muzyczne! Czwórka z Seattle! Nirvana! Pearl Jam! Grunge! Narkotyki! Nie no bez przesady… Lecz może już nigdy nie narodzą się takie festiwale muzyczne, jak wtedy! Cieszę się, że Woodstock przetrwał tyle lat i mam nadzieję, że będzie trwał do końca świata i jeden dzień dłużej. Bardzo chciałabym pojechać na jakiś festiwal spoza naszego kraju, albo w sumie na jakiś jam session w londyńskiej knajpce. 

    3. Styl życia. Brak komórek, Internet dla nielicznych, przebywanie całymi dniami z przyjaciółmi na dworze. Więcej czasu na normalne życie, nie przejmując się fejmem i lajkami. Gry i zabawy, które teraz powoli zanikają. Oczywiście można to robić teraz, ale łatwiej jest w domu przed srajfonem, prawda?

    4. Seriale! Na pewno każdy z Was zna serial pt. ” Przyjaciele”. Mogę oglądać go całymi dniami, uwielbiam głównych bohaterów, a najbardziej kultową (i mega seksowną!) Jennifer Aniston. Nie bez powodu jest to mój ulubiony serial, a właściwie jedyny do którego wracam.  

    5. Filmy. Zawsze, gdy spodoba mi się jakiś film sprawdzamy z którego jest roku. Mogę Was zapewnić, że 80% z nich jest właśnie z lat 90′. W mojej czołówce znajdują się: „Leon zawodowiec”, ” Zielona mila”, „Masz wiadomość”, ” Adwokat diabła „, ” Piąty element „, ” Titanic”, „Forrest Gump” i „Siedem”.

    Jeśli miałabym szansę przenieść się do wybranych czasów, byłyby to lata 90′. Cieszę się, że w końcu napisałam ten post i przedstawiłam Wam trochę więcej mnie i jedno z moich zainteresowań.

    Do następnego! 🌻🌹

    Zdjęcia z klipu Organka „Wiosna„.

    Ps. Z góry przepraszam za składnię i wszystko inne, ale jestem bardzo zmęczona. Jednak musiałam wykorzystać wenę, która nadeszła mnie wśrodku nocy.

    Informacja o stanie