{bardzo długi tytuł}Święta, święta i po świętach, czyli „Ale proszę pani, ja nikogo nie zaczepiam!”, krótkie włosy i „gdzie dwóch się bije, tam we trzy kije”.

Święta, święta i po świętach. W końcu! Tegoroczne minęły całkiem normalnie, ale na szczęście szybciej niż inne. Dziś, gdy inni muszą wrócić do pracy, ja jeszcze mam wolne. 

Wtorek, godz, 14:44, przystanek. Idę sobie spokojnie na autobus. Najpierw pojadę do fryzjera obciąć włosy, a potem spotkać się ze znajomymi. Pada śnieg, jestem w kurtce zimowej, a innym chyba jakoś tak ciepło i letnio. Dochodzę na przystanek. Czuję na sobie wzrok jakiejś kobiety. Sprawdzam rozkład, jeszcze 10 minut do autobusu, znowu jestem za wcześnie. 

No i się zaczyna. Najpierw jakaś gadka-szmatka o pierwszym śniegu, że zima nadchodzi. Staram się jej unikać i tylko przytakuje. Po kilku minatch robi się poważniej, bo siada blisko mnie. Zaczyna się monolog.

Ale proszę pani ja nikogo nie zaczepiam! Dziś w pracy, w ośrodku mi powiedzieli, że ja ludzi na przystankach zaczepiam! Nakablowały na mnie te małpy, koleżanki z pracy, ale ja nikogo nie zaczepiam! Proszę pani! Ja już nie mogę, bo mnie z pracy wyrzucą. Szczególnie mężczyzn już nie mogę zaczepiać!”

Na szczęście przyjechał autobus, a ja siadłam jak najdalej od niej. Jednak i tak słyszałam jak (nie)zaczepia jakiś facetów. Widać było, że jest trochę nieteges, ale w moim życiu już wiele takich osób spotkałam. Najlepszym z nich jest Pan Janusz, który ponoć ma na imię Jasiu. Zawsze, gdy mnie widzi, pyta się czy mam 2 złote, że jeden taka ładna i że na naszej wsi dziewczyny są najładniejsze. Czasem też spyta o ogień i fajki, których nigdy nie mam.

Potem już było spokojniej. Poszłam do fryzjera i spełniłam jedno z marzeń -ścięłam włosy. Jeszcze przed tym dostalam mnóstwo pytań typu: „czy Ci nie szkoda takich pięknych włosów ścinać?!”. Nie szkoda. Innym się może nie podobać, ale będą musieli to zaakceptować.

Wtorkowy wieczór spędziłam z przyjaciółmi. Trochę się za nimi stęskniłam, więc chyba miło było się spotkać. Tylko przez ten cholerny śnieg nie mogliśmy, a w sumie nie chcieliśmy pospacerować, a więc siedzieliśmy w naszej ulubionej knajpce. ” Gdyby kózka nie skakała, to by Bóg nie miał śniegu”. Tak., ja też tego nie rozumiem, tak samo jak: gdzie dwóch się bije, tam we trzy kije”.

Miłego wracania do szkoły! 💊💉🌛

Informacja o stanie

Kiedyś to było.

Właściwie pisząc tytuł tego posta czuję się dzieckiem lat 90′{co z tego, że jest przed drugą w nocu?}. Lecz tak naprawdę nigdy nie poczuje jak to jest nim być , nie mówiąc już o doznaniu fizycznych. W sumie może być to możliwe, jeśli jakiś mądry człowiek wymyśli (w końcu!) wehikuł czasu. Pozostają mi tylko wyimaginowane domysły, poszukiwania i marzenia.

Już od dawna chciałam zrobić post typu: ” 5 powodów, dla których kocham lata 90′”. Jednak mi się to nie udało, ponieważ tak naprawdę nie wiem co jest takiego w akurat tej dekadzie. Niektórzy z Was mogą twierdzić, że podążam za modą, ponieważ „dzieci lat 90-tych” są teraz na czasie. Mam nadzieję, że znajdą się stali czytelnicy, którzy zauważyli, że nienawidzę podążać za tym, co modne.

Myślę, że duży wpływ na to miało moje rodzeństwo, starsze ode mnie o ponad 12 lat. Gdy byłam mała dużo czasu z nimi przebywałam, zawsze fascynowała mnie muzyka jakiej słuchali, ubrania, Woodstocki i ich okres bycia nastolatkami. To musiało samo prędzej, czy później przyjść.

Co mnie inspiruje w latach 90′? 

1. Moda. Dżinsy typu ‚dzwony’,  bluzki z odkrytym brzuchem, styl grunge, elementy kwiatowe, wianki na głowie. Powoli mój styl zmierza w tym kierunku, a moja siostra, gdy ostatnio mnie zobaczyła powiedziała, że „wyglądam jakbym wyszła sprzed 20-stu lat”.

2. Muzyka. Festiwale muzyczne! Czwórka z Seattle! Nirvana! Pearl Jam! Grunge! Narkotyki! Nie no bez przesady… Lecz może już nigdy nie narodzą się takie festiwale muzyczne, jak wtedy! Cieszę się, że Woodstock przetrwał tyle lat i mam nadzieję, że będzie trwał do końca świata i jeden dzień dłużej. Bardzo chciałabym pojechać na jakiś festiwal spoza naszego kraju, albo w sumie na jakiś jam session w londyńskiej knajpce. 

3. Styl życia. Brak komórek, Internet dla nielicznych, przebywanie całymi dniami z przyjaciółmi na dworze. Więcej czasu na normalne życie, nie przejmując się fejmem i lajkami. Gry i zabawy, które teraz powoli zanikają. Oczywiście można to robić teraz, ale łatwiej jest w domu przed srajfonem, prawda?

4. Seriale! Na pewno każdy z Was zna serial pt. ” Przyjaciele”. Mogę oglądać go całymi dniami, uwielbiam głównych bohaterów, a najbardziej kultową (i mega seksowną!) Jennifer Aniston. Nie bez powodu jest to mój ulubiony serial, a właściwie jedyny do którego wracam.  

5. Filmy. Zawsze, gdy spodoba mi się jakiś film sprawdzamy z którego jest roku. Mogę Was zapewnić, że 80% z nich jest właśnie z lat 90′. W mojej czołówce znajdują się: „Leon zawodowiec”, ” Zielona mila”, „Masz wiadomość”, ” Adwokat diabła „, ” Piąty element „, ” Titanic”, „Forrest Gump” i „Siedem”.

Jeśli miałabym szansę przenieść się do wybranych czasów, byłyby to lata 90′. Cieszę się, że w końcu napisałam ten post i przedstawiłam Wam trochę więcej mnie i jedno z moich zainteresowań.

Do następnego! 🌻🌹

Zdjęcia z klipu Organka „Wiosna„.

Ps. Z góry przepraszam za składnię i wszystko inne, ale jestem bardzo zmęczona. Jednak musiałam wykorzystać wenę, która nadeszła mnie wśrodku nocy.

Informacja o stanie

spring came!

W ubiegłą sobotę wzięłam udział w Jarych Godach. Jest to święto organizowane, aby przywitać wiosnę. Dlaczego się na nie wybrałam? Bardzo, ale to baardzo lubię poznawać nowe osoby, a takie eventy są idealnym sposobem na to. Nie mogę zaprzeczyć, że trochę się bałam, bo znałam tam tylko jedną osobę. Oczywiście jak zawsze musiałam się trochę spóźnić, ale na szczęście zaczęło się później niż planowano. Na początku, gdy tylko ich zobaczyłam, pomyślałam, że to jakaś sekta. Po środku parku stało ponad 60 osób, którzy wydali się być starsi ode mnie, a na dodatek większość była ubrana w ciemne barwy. Byli metale, zdażył się jakiś menel, trochę skinheadów. Sprawa „sekty” została rozwiązana, ale o tym później. Możecie wyobrazić sobie co czułam ja, kilkunastoletnia dziewczyna, niepomalowana, ubrana normalnie, uczesana i wyglądająca normalnie, ale jednak tak mało pasująca do otoczenia. Na szczęście nie byłam sama, więc czułam się w miarę bezpiecznie.

Obrzęd zaczął się kilka minut po tym jak pdookołam. Przed wejściem do kręgu dostaliśmy instrukcję od osób, które to wszystko prowadziły. Nie można było wejść z alkoholem i papierosami. Zaczyna mi się podobać. Następnie musieliśmy się oczyścić poprzez dym i obmycie rąk i twarzy wodą. Stanęliśmy w kręgu, Dobrawa obeszła nas dookoła rozdmuchując dym, aby złe moce nie weszły do nas i zostały na zewnątrz. Przyznam się, że było to dla mnie dosyć zabawne. Zapomniałam napisać, że cały obrzęd organizowali ludzie, którzy wierzą w słowiańskie bóstwa, dlatego często mówili w typowo słowiańskim języku. Po odpędzeniu tego, co złe, zaczęliśmy żegnać zimę, a witać wiosnę. Do ognia prowadzący wrzucał ofiary dla Bogów, w tym smakołyki ręcznie robione i pitny miód. Następnie dostaliśmy po ugotowanym jajku, którym się stuknęliśmy. Na koniec podpaliliśmy i zatopiliśmy Marzannę oraz złożyliśmy sobie życzenia. Sława nam!

Po obrzędzie rozpoczęła się biesiada/uczta. Pomimo chłodu atmosfera była naprawdę niezwykła. Jedliśmy chleb własnej roboty, różne ciasta, siedzieliśmy przy ognisku i rozmawialiśmy. Około godziny 20:00 większość osób była już mocno pod wpływem alkoholu. Oczywiście ja nie piłam, więc patrzenie na osoby filozofujące o życiu było dla mnie śmieszne. Na noc zostało tylko osiem osób, w tym siedmiu osobników płci męskiej i ja. Było naprawdę bardzo zimno, szczególnie, gdy oddaliło się od ogniska. Jeszcze do tego byliśmy przy rzece, przez którą było jeszcze chłodniej. Do domu miałam około 5 minut, ale po co wracać skoro można się hartować?

Około północy, gdy tylko ja i mój kolega byliśmy trzeźwi, ktoś zadał mi pytanie jak mi się podobało. Owszem podobało, jednak musiałam zadać pytanie czy nie są sektą. Było to dosyć głupie, bo kto otwarcie by się do tego przyznał? Jednak dostałam odpowiedź. Nie jest to sekta ze względu na to, że każdy może tu dojść i nie ma z ich strony żadnego przymusu. „Pomimo tego, że jesteś piękna, każdy ma wyjebane czy tu jesteś.”

Równonoc wiosenna była dla mnie długą nocą i na długo ją zapamiętam. Bardzo zainspirowało mnie to słowiańskie święto, obrzędy i modły. Nie wiem czy wejdę do tego, ale niesamowicie mi się podobało. Już nie mogę się doczekać Nocy Kupały. Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. Ponoć jeśli się w to nie wierzy, to to nie ma sensu. Jednak moim zdaniem nie trzeba wierzyć, aby poczuć to oczyszczenie i pozytywną energię. Gorąco Wam polecam! Zawsze warto spróbować.

Informacja o stanie

Fatalny „To tylko koniec świata”

W niedzielę wraz z kilkunastoosobową grupą znajomych poszłam do kina na film pt. „To tylko koniec świata” reżyserii Xaviera Dolana. Zorganizowanie takiego wyjścia było jednym z moich zadań na kolejny stopień. Wybrałam jedno z mało komercyjnych kin w moim mieście. Bilet kosztował przy takiej grupie 10 zł, więc teoretycznie mało, a nawet trzy razy mniej niż w takich większych kinach.


Film według opisu na różnych stronach zapowiadał się dobrze. Miał wysoką ocenę, pozytywne komentarze, Grand Prix w Cannes, a do tego był kandydatem do Oscara w kategorii „Najlepszy film nieanglojęzyczny”. Czego chcieć więcej za taką cenę?

Jednak jak możecie stwierdzić po tytule posta, film niezbyt mi się podobał. Nie tylko mi, ale również moi znajomi po wyjściu z kina mieli zdziwione miny i pytali ” ale tak właściwie o co w tym filmie chodziło?”. W mojej opinii „To tylko koniec świata” jest źle nakręcony, muzyka nie zawsze pasuje do scen, a kadry (pokazujące tylko twarz) oraz światło (nawet na dworze w środku dnia było one za ciemne) wywołują niesmak. Przez ponad 1,5 godziny siedzieliśmy, obserwowaliśmy i momentami śmialiśmy się z niektórych scen. Najbardziej emocjonującym wątkiem były miłość i seks pary nastoletnich gejów.

Ten film jest po prostu denerwujący. Denerwował mnie główny bohater Louis grany przez Gasparda Ulliela i jego małomówność i ciągłe zastanawianie się kiedy powiedzieć rodzinie o nadchodzącej śmierci. Denerwowała mnie laureatka Oscara Marion Cotillard i jej sposób grania zagubionej żony. Okej, denerwował mnie każdy bohater tego filmu, oprócz chłopaka głównego bohatera (był pokazany tylko raz we wspomnieniach) oraz ptaszka, który i tak umarł. Nie, nie, jego latanie i uderzanie o ściany domu też mnie wkurzało.

Może tak na koniec powiem o co chodzi w tym filmie. Otóż główny bohater Louis jest gejem, po 12nastu latach wraca do domu, aby powiedzieć rodzinie, że umiera. Jednak jest sławnym pisarzem i wszyscy myślą, że przyjechał tylko się pochwalić. Bez przeczytania opisu, prawdopodobnie nie zrozumiesz filmu lub źle go zinterpretujesz.

Na szczęście byłam w gronie świetnych osób, a „nieważne jak, ważne z kim”. Możliwe, że na moją złą opinie filmu miały wpływ te dni, albo ten film rzeczywiście tak denerwuje. Najlepiej sprawcie sami, ale nie czytajcie najpierw recenzji ani opisów. W niezrozumiałych utworach zawsze można odnaleźć coś personalnego, tajemniczego i niezwykłego. 🌹📺📀

Informacja o stanie

jak powstaje „to coś” na blogu?

Nie umiem pisać jak mam dobry humor, gdy jestem wśród znajomych i wszystko u mnie dobrze. Moje posty powstają tylko wtedy, gdy dopadnie mnie depresja, mam dość ludzi, przebywania z nimi i utrzymywania kontaktu. Wtedy liczy się tylko moja kanapa, ciepły koc, herbata z cytryną, cisza i książka. Wyłączam telewizor, Messengera, a w tle leci moja ulubiona muzyka, która nadaje ciszy charakter. 

Może ja nie umiem dzielić się radością i pisać o dobrych rzeczach? Może po prostu chce przelać na coś mój żal, smutek i złość. Zatrzymać je w poście i pozwolić wrócić pozytywnym emocjom.

Czasem nie piszę, ponieważ czuję, że mojego bloga czyta zbyt dużo osób, które znam. Wtedy robię sobie przerwę, pozwalam ludziom o mnie zapomnieć, a potem wracam od nowa.

W sumie stresuję się, że ktoś weźmie zbyt bardzo poważnie o czym tu piszę i wykorzysta przeciwko mnie w realu. Kiedyś już miałam taką sytuację i postąpiłam bardzo źle, ponieważ przestałam pisać bloga, w którego wkładałam bardzo dużo czasu, chęci i pieniędzy. Wiem, że osoby, które go krytykowały po prostu mi czegoś zazdrościły, czego nie umiem zrozumieć. Niestety osiągnęły co chciały, a ja już nie zamierzam popełniać tego błędu.

„If nobody hates you, yor’re doing something wrong”~ Dr House

 Teraz odpowiem na kluczowe pytanie tego posta. Jak powstaje to co tutaj czytacie? Bardzo często w łazience, gdy się maluję, czeszę, biorę prysznic. Czasem, gdy jadę autobusem lub na ulicy. Niekiedy zostaje jakaś myśl, którą chce wykorzystać po przeczytaniu książki. Bardzo rzadko, prawie nigdy wśród ludzi na spotkaniach, imprezach lub biwakach. Nie umiem chyba myśleć, gdy z kimś przebywam. To dziwne, ale serio najwięcej myślę tylko, gdy jestem i działam sama.

Tematy na posty rodzą się same i są spontaniczne. Gdy jestem wściekła na cały świat i mam ochotę uciec w Bieszczady, wtedy pojawia się coś niezwykłego. Przemienia się „to coś” w najczęściej czytane posty.

Chcę jeszcze raz przemyśleć co pojawiać się będzie tutaj. Najczęściej przemyślenia, jednak chcę czegoś więcej. Pisałam trochę o radach harcerskich i chyba muszę do tego wrócić, ponieważ takie coś przyda mi się w pracy z dziećmi. Gotowanie pewnie też kiedyś się pojawi. Nie oczekujcie ode mnie zbyt dużo, ponieważ lubię to, ale gotuję bardzo rzadko. Chcę pokazać jak prosto gotować, aby nie być głodnym. 

Prawdopodobnie niebawem pojawi się coś o modzie. Jednak nie takiej modnej modzie, a użytecznej, prostej, taniej i wygodnej. Coś dla kobiet, które nie mają czasu ani pieniędzy modnie się ubierać. Sam tytuł serii „Jak się (nie) ubierać” wskazuje, że nie będzie to coś zwyczajnego. Jednak najpierw chciałabym porządnie to dopracować, więc pierwszy post pojawi się pewnie za dopiero dwa miesiące.

Życzę sobie powodzenia w tym co robię.🔌

Informacja o stanie

happy birthday to me!🎁🎂🎉

Dzisiaj skończyłam kolejną wiosenke. Dokładnie o 3:55 minął mi kolejny rok życia. Rano urodzinowym buziakiem obudziła mnie mama, po południu pojawiła się rodzina z prezentami. Na fejsie kilkadziesiąt życzeń. To był wspaniały dzień, jednak czegoś mi w nim brakowało.​

Wiem, że od ostatnich urodzin dużo się zmieniło. Poznałam dużo nowych osób, z jeszcze większą ilością ograniczyłam lub zerwałam kontakt. Czuję się o wiele lepiej, gdy nie dostaje życzeń od fałszywych osób. Jednak czuję się źle, gdy nie dostaje ich od osób, o których ja zawsze pamiętałam. 

Niektórzy uważają, że mam zbyt dobre serce, inni, że jestem zbyt chamska. Czasem mam wrażenie, że od moich rodziców dostałam najgorsze cechy charakteru, z których tworzę mieszankę wybuchową.

W piątek w szkole mieliśmy test osobistości. Jedyna z klasy jestem typem sangwinika. Według Pawłowa jest to najlepszy typ, a ja miałam aż 6/9 punktów, które na niego wskazywały, natomiast pozostałe 3 na melancholika. I szczere Wam napiszę, że wszystko sie zgadza. Jednak najważniejsze jest to, że ja chce być taka jaka jestem. Mam silny typ osobowości, szybko pozbywam się problemów iraczejr jestem odporna na złość, radość, smutek. Szybko wybucham, lecz równie szybko się uspokojam. Lgnę do ludzi, jestem towarzyska i otwarta na nowe znajomości. Zachowuje się jak dziecko, ale nie przeszkadza to mi i mojemu otoczeniu, które razem ze mną ogląda nowe odcinki „My Little Pony”. Czasem tylko zamknę się w sobie, wypłaczę, mam dość świata, ale to na chwilę. Potem znów jestem jaka jestem. Bujająca w chmurach optymistka.

Wracając do moich urodzin… Czego mogłabym sobie życzyć? Więcej rozumu i bardziej przemyślanych decyzji. Zdania klasy. Bycia szczęśliwą każdego dnia. Nie trafiania na idiotów. Otworzenia przewodach i stopni instruktorskich. Znalezienia odpowiedzialnego chłopaka. Spełnienia marzeń. Tyle.

To był dobry dzień. Jednak już nie mogę się doczekać tego co będzie za dwa lata…

Informacja o stanie

Nie zmienię się nigdy.

I może czas się zastanowić czy brakuje Ci samej tej osoby, czy tego, że w końcu byłaś dla kogoś ważną.

Tak bardzo nie lubię tych wszystkich życiowych cytatów, a szczególnie wtedy, gdy pasują do tego jak jest.

Ostatnio szukając notatek i słownika do biologii, przez przypadek znalazłam mój stary pamiętnik. Pisałam go w roku 2014. Myślałam, że od tamtego czasu zmieniło się dużo, a jednak nie. Miałam nadzieję, że przybyło mi od tamtego czasu trochę rozumu, jednak jak widać przybyło mi tylko kilogramów. Zabawne.

Od zawsze popełniam te same błędy, choć myślę, że jest inaczej, lepiej… Wchodzę milion razy do tej samej wody, tak, że nauczyłam się już w niej zwinnie pływać. Tyczy to się wszystkiego, ale głównie związków. 

Chyba nigdy się nie zmienię. Chciałabym, ale tak żyje mi się wygodniej i szybciej. Jak zawsze za szybko. Kiedyś umrę na nadciśnienie. To pewne.

Może po prostu zbyt biorę do siebie słowa innych, którzy zawsze mi powtarzają „nie zmieniaj się”. Szkoda tylko, że większość mówi to przez pryzmat tego jaką chcą mnie widzieć, a nie tak jak jest na prawdę. Ufam i otwieram się przed niewłaściwymi ludźmi. Dostaje za to bardzo często i za mocno. Lecz to kolejna rzecz, która nigdy się nie zmieni, ponieważ nauczyłam się wyśmienicie popełniać błędy.

Do tego stopnia, że popełniłam je częściej, niż zmieniam bieliznę. Jeden błąd na śniadanie, dwa w południe, tysiąc przed snem, gdy zapominam myśleć odpowiedzialnie.

Informacja o stanie